Przez
następne dwa dni nic. Ciągle gorąco, raz padał deszcz, ale to nie to samo co
burza.
Wreszcie w
niedzielę koło 18 zaczęło się. Jak zawsze poszłam do parku i usiadłam na tej
samej ławce. Po 15 minutach przyszedł ten chłopak co ostatnio.
- Hej… -
urwał w pół słowa – jak masz na imię?
- Emily.
- Hej Emily.
Jestem Zayn.
- Hej.
Chłopak
usiadł wygodnie obok mnie. Blisko.
Chyba trochę
za blisko.
Zaczęłam się
trochę stresować, nie wiem dlaczego. Co chwilę zerkałam na Zayna. Po chwili mój
brzuch zaczął upominać się o coś do jedzenia.
„Cholera” –
powiedziałam w myślach.
- tu niedaleko
jest dobry bar z kebabami. – powiedział Zayn – Chodź.
- Nie, wolę
tu posiedzieć.
- nie daj
się prosić. No chodź.
- Nie.
Zrobił błagalną
minę. Uśmiechnęłam się. Pierwszy raz od… dawna.
-
Kategorycznie odmawiam.
- No trudno
– powiedział i ruszył w stronę wyjścia z parku. Mina mi zrzedła. Obraził się,
że mu odmówiłam i sobie poszedł?
Zrobiło mu
się smutno, no ale nie pobiegnę za nim.
czekam na następny rozdział!
OdpowiedzUsuńBędzie jutro, albo pojutrze.
Usuń