Mija sześć
dni od kiedy widziałam Zayna.
Tęsknię za
nim.
Co ja mówię?
O nie, muszę się ogarnąć. Ja za nikim nie tęsknię. Nikogo nie potrzebuję.
Poradzę sobie sama.
Popatrzyłam przez okno. Nad parkiem wisiały
ciemne chmury, a w oddali widać było błyskawice.
Szybko się
ubrałam i popędziłam do parku.
Już będąc w
bramie parku, zauważyłam Zayna, który zmierzał w moim kierunku.
- Hej –
powiedział
- Cześć.
- Czy moje
ubranie jest odpowiednie, aby cię odprowadzić? – spytał uśmiechając się
zadziornie.
- Myślę, że
tak. – odpowiedziałam z uśmiechem.
Zmierzaliśmy
w stronę ławki, gdy usłyszeliśmy dość głośmy grzmot.
- Zapowiada
się ciekawie – stwierdził mój towarzysz.
W tej chwili
piorun pięknie rozświetlił całe niebo.
- Raz…,
dwa…, trzy… - powiedział i rozległ się grzmot. Zayn popatrzył na mnie. –
Liczymy?
- No dobra.
Bawiliśmy się
tak z dziesięć minut, gdy nagle…
Co się
wydarzy dalej?
Burza
ucichnie, rozpęta się bardziej, czy może gdzieś niedaleko samolot się rozbije?
Tego
dowiecie się czytając następny rozdział.
Trzymasz trochę w napięciu , ale adrenalina musi być <3
OdpowiedzUsuń