Bawiliśmy
się tak z dziesięć minut, gdy nagle zorientowaliśmy się, że burza szleje tuż
nad nami.
Zaczęło
strasznie lać.
Zayn chwycił
mnie za rękę i pobiegliśmy w stronę przystanku autobusowego, który był przed
wejściem do parku.
Podczas
drogi i tak nieźle zmokliśmy. Teraz siedząc na przystanku autobusowym dalej
obserwowaliśmy burzę licząc w jakiej odległości od nas uderzył piorun. Przez
pięć minut burza szalała jeszcze nad nami, potem odchodziła.
Po
półgodzinie stwierdziłam:
- Nie ma po co tu siedzieć. Mykam do domu. To pa.
- Nie ma po co tu siedzieć. Mykam do domu. To pa.
- Hej, hej,
tak łatwo się nie wywiniesz. Powiedziałaś, że mogę cię odprowadzić.
- No fakt.
To załóż kaptur na głowę. – chłopak wykonał moje polecenie – O…, właśnie tak.
Możemy iść.
Przez chwilę
szliśmy w ciszy, którą przerwał Zayn:
- Po co to
wszystko? – spytał i przechylił głowę w moją stronę.
- Ale co?
- No to:
kaptur, ręce w kieszeniach.
- Widzisz
tych wszystkich ludzi, którzy tu chodzą?
- Tak.
-
Rozpoznajesz ich?
- Z
widzenia.
- No
widzisz, a oni nas nie rozpoznają.
Chłopak
spojrzał na mnie pytająco.
- Przecież
mówiłam ci, że jestem dziwna – roześmiałam się, a Zayn mi zawtórował.
I co dalej?
Odezwą się
jeszcze w czasie drogi, czy nie?
Co Zayn
zrobi, gdy dojdą pod dom Emily, powie tylko „pa”, czy może coś więcej?
Tego
dowiecie się czytając kolejny rozdział.
2 komentarze=następny rozdział
prosimy więcej!!!
OdpowiedzUsuńświetnie pisz dalej:)
OdpowiedzUsuń