Strony

niedziela, 23 czerwca 2013

ROZDZIAŁ 10



Gdy przybyłam przed park Zayn już na mnie czekał.
- Hej – powiedział – Pięknie wyglądasz.
- Hej. Dziękuję. – odpowiedziałam – Po co ci te wszystkie rzeczy? – wskazałam na plecak i koszyk.
- Pomyślałam, że może pójdziemy na piknik. Co sądzisz o tym pomyśle?
- O ile piknik nie będzie w centrum Londynu, to ok.
- A gdzie byś chciała?
- W jakimś ustronnym miejscu, z dala od hałasu i ludzi.
- Chyba znam takie miejsce.
Weszliśmy w wąską uliczkę, pokręciliśmy się w labiryncie alejek, a potem weszliśmy na jakąś polną drogę. Po 15 minutach Zayn (a ja za nim) poszedł w głąb polany i rozłożył koc.
- Może być?
- Jak najbardziej – odpowiedziałam zachwycona.
- Siadaj.
Usiadłam.
- Możemy tu przebywać, to chyba teren prywatny?
- Tak, to działka należy do moich rodziców.
- To wszystko?
- Nie. Widzisz drut po tej i po tamtej stronie?
- Tak. Spory kawałek.

koment=next

5 komentarzy:

  1. dawaj kolejny;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak , tak .. piknik na łonie natury , a później pewnie małe conieco będzie. A właśnie , tutaj koleżanka mi napomknęła żeby Zayn o gumkach nie zapomniał ^.^

    :P:P:P:P:P:P:P:P:P:P:P

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak wgl to życzę Ci natchnienia w dalszym pisaniu tego opowiadania .


    :*

    OdpowiedzUsuń