Gdy
przybyłam przed park Zayn już na mnie czekał.
- Hej –
powiedział – Pięknie wyglądasz.
- Hej.
Dziękuję. – odpowiedziałam – Po co ci te wszystkie rzeczy? – wskazałam na
plecak i koszyk.
-
Pomyślałam, że może pójdziemy na piknik. Co sądzisz o tym pomyśle?
- O ile
piknik nie będzie w centrum Londynu, to ok.
- A gdzie
byś chciała?
- W jakimś
ustronnym miejscu, z dala od hałasu i ludzi.
- Chyba znam
takie miejsce.
Weszliśmy w
wąską uliczkę, pokręciliśmy się w labiryncie alejek, a potem weszliśmy na jakąś
polną drogę. Po 15 minutach Zayn (a ja za nim) poszedł w głąb polany i rozłożył
koc.
- Może być?
- Jak
najbardziej – odpowiedziałam zachwycona.
- Siadaj.
Usiadłam.
- Możemy tu
przebywać, to chyba teren prywatny?
- Tak, to działka
należy do moich rodziców.
- To
wszystko?
- Nie.
Widzisz drut po tej i po tamtej stronie?
- Tak. Spory
kawałek.
koment=next
dawaj kolejny;p
OdpowiedzUsuńTak , tak .. piknik na łonie natury , a później pewnie małe conieco będzie. A właśnie , tutaj koleżanka mi napomknęła żeby Zayn o gumkach nie zapomniał ^.^
OdpowiedzUsuń:P:P:P:P:P:P:P:P:P:P:P
;)
UsuńTak wgl to życzę Ci natchnienia w dalszym pisaniu tego opowiadania .
OdpowiedzUsuń:*
Dziękuję, przydało się.
Usuń